Identyfikacja wizualna firmy — case study BALTIC HV (logo, branding, strona WWW)
Case study: wrzesień 2026
Identyfikacja wizualna firmy to znacznie więcej niż logo. W projekcie dla BALTIC HV złożyły się na nią 24 koncepcje znaku, wybrany i zbudowany od nowa sygnet, mini księga znaku, komplet dokumentów firmowych oraz strona internetowa.
Klient przyszedł z gotową grafiką z AI. W briefie napisał jedno zdanie, które ustawiło cały projekt: zależy nam na profesjonalnym, unikalnym znaku, a nie na wiernym odwzorowaniu grafiki AI. Ten case study pokazuje całą drogę — od szkiców po markę działającą w dokumentach i w internecie.
W skrócie
- Klient — biuro projektów elektroenergetycznych BALTIC HV z Gdańska — miał logo wygenerowane przez AI i chciał zbudować na nim pełną identyfikację wizualną firmy.
- Przygotowałem 24 koncepcje znaku — różniące się konstrukcją sygnetu, proporcją, typografią logotypu i podpisem działalności.
- Wybrany został kierunek z piorunem jako elementem konstrukcyjnym litery „B” — subtelny, nie doklejony obok nazwy.
- Z grafiki AI przetrwały dwie rzeczy: pomysł na sygnet z literą „B” i granatowo-niebieska kolorystyka. Geometria, typografia i warianty powstały od nowa.
- Do zestawu dołączyłem mini księgę znaku — wersje, pole ochronne, minimalne wielkości, paleta z podziałem na ekran i druk, typografia i opis formatów.
- Zakres: pełny system znaku, papier firmowy, szablony dokumentów, znak wodny, podpis e-mail, wizytówki oraz strona baltic-hv.pl w React, Vite i Tailwind.
Spis treści
2. Brief, czyli lista rzeczy zakazanych
3. Szkice i pierwsze kierunki
4. 24 koncepcje znaku — jak wyglądał wybór
5. Wybrana koncepcja — i dlaczego akurat ta
6. Co AI zrobiło dobrze, a czego nie potrafiło
7. System znaku i mini księga znaku
8. Identyfikacja wizualna firmy inżynierskiej w praktyce
9. Strona internetowa
10. Kiedy logo z AI wystarczy, a kiedy nie
11. Czego się nauczyłem
12. Najczęstsze pytania
Punkt wyjścia — logo z AI na stole
BALTIC HV to czteroosobowe biuro projektów elektroenergetycznych z Gdańska. Projektują stacje elektroenergetyczne GPZ i GPO, linie wysokich napięć, układy automatyki, telemechanikę i systemy SCADA. Ich klientami są operatorzy systemów dystrybucyjnych, generalni wykonawcy i inwestorzy — a konkurencją między innymi Siemens Energy i Hitachi Energy.
To ważny kontekst, bo determinuje poprzeczkę. Marka, która ma stawać obok takich nazw w przetargu, nie może wyglądać na projekt zrobiony w pięć minut. Zespół zdefiniował to sam, bardzo trzeźwo: chcemy być konkurencyjni nie ceną, tylko jakością.
Do rozmowy przystąpili z gotową koncepcją logo wygenerowaną przez AI — i z jasno postawionym zadaniem. Nie „zrób to samo, tylko w wektorach”, ale: zależy nam na stworzeniu profesjonalnego, unikalnego znaku, a nie na wiernym odwzorowaniu grafiki AI. Rzadko dostaję brief, który tak precyzyjnie nazywa granicę między inspiracją a projektem.
Brief, czyli lista rzeczy zakazanych
Najcenniejsza część tego briefu nie mówiła, co ma być. Mówiła, czego ma nie być. Zespół wykluczył: żarówki, gniazdka, wtyczki, zielone listki, kule ziemskie oraz typowe motywy instalacji elektrycznych. Odrzucił też piorun i słupy energetyczne — jako zbyt generyczne, obecne u połowy konkurencji i niebudujące unikalnej marki.
Do tego lista skojarzeń do uniknięcia: taniość, przypadkowość, „firma od fotowoltaiki”, wykonawstwo instalacji domowych, agresywny marketing. I jedno zdanie, które ustawiło cały projekt: logo ma budzić skojarzenia z precyzją inżynierską, a dopiero w drugiej kolejności z elektroenergetyką.
Był też opis marki jako osoby — mój ulubiony fragment całego briefu: „doświadczony inżynier, który mówi niewiele, ale zawsze wie, co robi. Spokojny, rzeczowy, kompetentny i budzący zaufanie”. Z takiego zdania da się projektować. Z „chcemy nowocześnie i profesjonalnie” — nie bardzo.
Szkice i pierwsze kierunki
Po briefie wiedziałem trzy rzeczy: znak ma być monogramem opartym na literze „B”, ma zostać w granatach i błękitach, i nie może wejść w żaden z zakazanych motywów. To zawęziło pole, ale nie rozwiązało problemu — bo „monogram B” można narysować na kilkadziesiąt sposobów, a każdy z nich mówi coś innego.
Na etapie szkiców sprawdzałem przede wszystkim jedno: gdzie w literze może znaleźć się impuls. Jako wycięcie w brzuścu, jako przecięcie całej litery, jako element dopisany, jako światło między kształtami. Część prób od razu odpadła — bo znak robił się zbyt dosłowny albo przestawał być czytelny jako litera.
24 koncepcje znaku — jak wyglądał wybór
Ze szkiców powstały 24 dopracowane koncepcje. To znacznie więcej, niż pokazuję w standardowym projekcie logo — ale tutaj miało to sens, bo klient wchodził w projekt z gotowym obrazkiem w głowie. Trzeba było pokazać, że nawet w wąskim polu „monogram B z impulsem” przestrzeń decyzji jest ogromna.
Różnice między wariantami mogą wyglądać na kosmetyczne. Nie są — każda przesuwa charakter marki w inną stronę:
- Sposób, w jaki impuls wchodzi w literę — jako wycięcie, jako przecięcie na wylot, jako nakładka. Od tego zależy, czy znak czyta się najpierw jako litera, czy najpierw jako błyskawica.
- Proporcja sygnetu do logotypu — sygnet dominujący buduje rozpoznawalność, sygnet drobny buduje powagę.
- Krój i grubość logotypu — od zwartych, ciężkich groteskek po lekkie, rozstrzelone wersje o technicznym charakterze.
- Traktowanie skrótu „HV” — wyróżniony kolorem, wagą, kontrastem albo w ogóle nieodróżniony od reszty nazwy.
- Podpis działalności — „projekty elektroenergetyczne”, „elektroenergetyka” albo jego brak. To decyzja o tym, ile marka musi o sobie tłumaczyć.
- Układ — jednowierszowy, dwuwierszowy, wyśrodkowany. Każdy zachowuje się inaczej w stopce dokumentu i w nagłówku strony.
Wybór nie polegał więc na tym, co ładniejsze. Polegał na tym, który wariant wytrzyma wszystkie zastosowania naraz: nagłówek pisma, favicon, stopkę maila i awatar. Wersje z rozbudowanym podpisem wygrywały na papierze firmowym i przegrywały przy 16 pikselach. Wersje z dominującym sygnetem odwrotnie.

Wybrana koncepcja — i dlaczego akurat ta

Wybór padł na wariant z piorunem wpisanym w konstrukcję litery „B” — czyli na motyw, który w briefie teoretycznie był zakazany. To pozorna sprzeczność, ale tylko pozorna: brief odrzucał piorun jako ikonkę obok nazwy, a nie jako element budujący znak. Zapis mówił wprost, że jeśli piorun zostanie, ma być subtelny i integralny z konstrukcją, nigdy dominujący.
W finalnym znaku błyskawica jest jednocześnie ukośnym cięciem monogramu. Kto zna branżę, odczyta ją od razu. Kto nie zna — zobaczy geometryczny, techniczny monogram. Dokładnie o to chodziło: branża w drugiej kolejności, precyzja inżynierska w pierwszej.
Konstrukcja znaku — od pomysłu do siatki
Po wyborze kierunku zaczęła się właściwa robota, czyli konstrukcja. Sygnet zbudowałem od nowa na siatce, kontrolując grubości, promienie i światła między elementami. Litera „B” musiała pozostać czytelna również wtedy, gdy zniknie z niej nazwa — klient postawił warunek, żeby marka była rozpoznawalna po samym sygnecie. Kolorystyka zeszła do dwóch barw: grafitu i jednego, intensywnego błękitu. Bez gradientów i bez trzeciego koloru „dla ożywienia” — bliżej inżynierii niż energetyki i na pewno daleko od zieleni kojarzącej się z fotowoltaiką.





Co AI zrobiło dobrze, a czego nie potrafiło
Uczciwie: koncepcja z generatora nie była bezwartościowa. Dała dwie rzeczy, które przetrwały do finału — pomysł na sygnet oparty na literze „B” oraz granatowo-niebieską kolorystykę. To realna wartość: AI skróciło etap szukania ogólnego kierunku. Problem zaczyna się poziom niżej, tam gdzie logo przestaje być obrazkiem, a zaczyna być narzędziem:
| Warstwa projektu | Koncepcja z AI | Praca projektanta |
|---|---|---|
| Pomysł, nastrój, kolor | Daje szybko i często trafnie | Weryfikuje wobec rynku i konkurencji |
| Liczba kierunków | Wariacje jednego obrazka | Osobne, przemyślane koncepcje (tu: 24) |
| Geometria i proporcje | Przypadkowe, „na oko” | Świadome, konstruowane na siatce |
| Typografia | Krój podobny do istniejącego, często zniekształcony | Dobrany, z kontrolą świateł i odstępów |
| Plik wektorowy | Brak — obraz rastrowy | Krzywe, skalowanie bez straty jakości |
| Warianty znaku | Jedna wersja | Poziom, pion, sygnet, mono, negatyw, favicon |
| Zachowanie w małych rozmiarach | Nieprzewidywalne | Osobna wersja uproszczona |
| Prawa do znaku | Niejasne, zależne od regulaminu narzędzia | Przeniesione na klienta w umowie |
Innymi słowy: AI potrafi wygenerować obraz logo. Nie potrafi dostarczyć logo jako systemu — a to on decyduje o tym, czy marka wygląda spójnie przez najbliższe dziesięć lat.
System znaku i mini księga znaku
Tu przebiega najostrzejsza granica między logo z AI a projektem. Generator zwraca jeden obrazek. Marka potrzebuje zestawu, w którym każdy wariant ma przypisane zastosowanie:
- wersja pozioma — do nagłówków dokumentów i strony,
- wersja pionowa — tam, gdzie brakuje szerokości,
- sam sygnet — awatar, stempel, oznaczenia,
- favicon — klient uznał go za bardzo ważny, co w branży B2B jest rzadkie i słuszne,
- wersja monochromatyczna i negatywowa — dokumenty, tłoczenia, grawer,
- wersja uproszczona — do bardzo małych rozmiarów,
- wariant z podpisem działalności — opcjonalny, nie obowiązkowy.
Każdy z tych wariantów to osobna decyzja projektowa, nie przeskalowanie tego samego pliku. Wersja uproszczona ma mniej detali, bo detale przy 16 pikselach zamieniają się w plamę. Wersja monochromatyczna wymaga przebudowania kontrastów, skoro znika kolor. To jest właśnie ta praca, której nie widać — i której AI nie wykona, bo nie zna kontekstu użycia.
Mini księga znaku — żeby logo przetrwało kontakt z rzeczywistością
Najlepiej zaprojektowany znak rozjeżdża się w pół roku, jeśli nikt w firmie nie wie, którego pliku użyć. Dlatego do zestawu dołączyłem mini księgę znaku — krótką instrukcję wdrożenia zamiast stustronicowego brandbooka, którego i tak nikt nie otwiera. Kilka ekranów, konkret, język bez żargonu projektowego.
Znalazło się w niej dokładnie to, o co ludzie pytają w praktyce:
- Wersje znaku i kiedy której użyć — podstawowa na jasnym tle, jasna na ciemnym, sam symbol jako awatar, ikona i znak wodny.
- Pole ochronne — margines wokół logo równy szerokości symbolu.
- Minimalna wielkość — 30 mm w druku, 140 px szerokości w internecie.
- Czego nie robić — nie rozciągać, nie obracać, nie dodawać cieni ani obwódek, nie zmieniać kolorów, nie rozdzielać symbolu od napisu.
- Paleta rozbita na media — błękit #0A70FF do ekranów i #3867B0 do druku, grafit #1D1D1B, biel do wersji negatywowej.
- Typografia — Halogen Black w znaku, Magion Regular jako krój uzupełniający do pism, ofert i wizytówek.
- Opis każdego formatu — AI, EPS, PDF, PNG, JPG, PSD: do czego służy i czego z nim nie robić.
Rozbicie błękitu na dwa warianty — ekranowy i drukarski — to detal, który ratuje projekt najczęściej. Bez niego drukarnia dostaje wartość RGB, konwertuje ją po swojemu i firmowy kolor na wizytówce przestaje zgadzać się z kolorem na stronie.



Identyfikacja wizualna firmy inżynierskiej w praktyce
Biuro projektowe komunikuje się głównie dokumentami. Nie billboardem, nie reklamą w social mediach — dokumentacją techniczną, ofertą i mailem. Dlatego rdzeniem brandingu były nośniki, które w innych branżach bywają dodatkiem:
- papier firmowy w formatach A4 i A3,
- szablon dokumentów z nagłówkami, stopkami i układem pisma,
- znak wodny do dokumentacji,
- podpis e-mail do Outlooka z logo, danymi kontaktowymi i ikonografią,
- wizytówki dwustronne w wersji jasnej i ciemnej,
- okładki i fronty ofert oraz opracowań technicznych.

